Blog > Komentarze do wpisu

Her - ciekawe, jak wiele osób nie rozumie tego filmu

Her - Joaquin Phoenix

Her to jeden z najlepszych filmów nominowanych w tym roku do Oscarów. Mam jednak wrażenie, że jego popularność bierze się z tego, że nie każdy rozumie i dostrzega subtelny przekaz, jaki za sobą niesie. Czy to Kominek, czy to recenzenci Hataka, wszyscy rozpływają się nad tym, jak piękna jest miłość człowieka z maszyną. Tylko że nie o to tu chodzi.

Postać grana przez Joaquina Phoenixa jest everymanem. W uniwersum filmu nie jest nikim wyjątkowym - jego związek z jego OS-em jest pospolity. Można usłyszeć fragmenty rozmów innych osób i tu i ówdzie podsłuchane ploteczki o tym, kto to znowu nie zaczął romansować ze swoim komputerem itd. itp. Reżyser obrazu próbuje wygłosić komentarz na temat obecnego społeczeństwa Web 2.0.

Jesteśmy rozłączeni (disconnected).

Już dzisiaj coraz więcej relacji międzyludzkich rozpoczyna się od wysłania zaproszenia na Facebooku. Ludzie coraz mniej ze sobą się kontaktują bezpośrednio i to do tego stopnia, że w zasadzie niczym się to nie różni od zauroczenia Theodora swoim systemem operacyjnym. Brak umiejętności nawiązania więzi z innym człowiekiem jest powodem, dla którego ten romans zakwita.

Moim zdaniem celem reżysera nie było pokazanie jak piękna może być miłość bez granic. Otóż te granice są wielokrotnie pokazywane i podkreślane - Samantha (system operacyjny) źle się czuje bez ciała, próbuje cały czas znaleźć na tę ułomność remedium aż do momentu, w którym odkrywa, że posiadanie ciała to tak naprawdę ograniczenie. Theodore nie potrzebuje cielesnej postaci dla Samanthy, ponieważ on nie odnajduje spełnienia w kontaktach z drugim człowiekiem. Ale jak już mówiłem, nie jest on w tym poczuciu jedyny. Na swojej drodze przez miasto mija setki ludzi dokładnie takich jak on - zapatrzonych w wyświetlacze swoich urządzeń i rozmawiających ze swoim komputerem.

Wygląda znajomo, prawda? Dzisiaj wygląd chodników na całym świecie nie różni się zbytnio - tabuny bezimiennych wpatrzonych w wyświetlacze swoich komórek ze słuchawkami w uszach. Technologia stoi na przeszkodzie formowaniu relacji międzyludzkich - to jest przekaz, jaki można wyczytać z tego filmu. Znamienna jest ostatnia scena, w której Theodore siedzi na dachu z Amy (Amy Adams) - kilka minut wparetwania się w gwiazdy jest dla niego bardziej realne niż w zasadzie wszystko, co przeżył ze swoim OS, szczególnie od momentu, kiedy ten zaczął ewoluować. Co istotne, Theodore odkrywa na powrót znaczenie relacji z żywym człowiekiem dopiero wtedy, kiedy zostaje mu odebrana (a w zasadzie sama odchodzi) technologia.

Być może bierze się to z tego właśnie, że dzisiaj tak wiele osób buduje swoje relacje międzyludzkie z pominięciem bezpośredniego kontaktu, że nie zauważają tych subetlności i odbierają ten film jako manifest "Miłość jest piękna niezależnie od granic".

Nie ma w tym filmie przekazu o tolerancji. Jest ostrzeżenie. Ale i tak nikt nie posłucha.

środa, 12 lutego 2014, zamekblyskawiczny

Polecane wpisy