Blog > Komentarze do wpisu

Dziewczyny atomowe - recenzja

Dziewczyny Atomowe

Tekst z okładki kłamie. Dziewczyny atomowe to nie jest historia kobiet. To znaczy jest, ale niezupełnie.

Dziewczyny atomowe to przede wszystkim historia powstania pierwszej bomby atomowej i ogromnego przedsięwzięcia, które pochłonęło 2 miliardy dolarów (nie chcę wiedzieć ile to będzie po uwzględnieniu inflacji...).

Przemierzając karty tej pozycji czytelnik poznaje losy wielu kobiet zaangażowanych w przebieg Projektu. Wywodzą się one z różnych rodzin, miejscowości, mają różne wykształcenie i marzenia, ale koniec końców ich historie są bardzo podobne. Na tyle podobne, że momentami człowiek ma wrażenie, że czyta już któryś raz to samo, tylko imiona się zmieniają. Rozumiem, że to książka oparta na prawdizwych historiach, trudno więc o jakieś niesamowite biografie, ale mimo wszystko trochę to kłuje w oczy.

Znacznie ciekawsze są rozdziały i sekcje poświecone samemu Projektowi Manhattan. Dziewczyny atomowe to bowiem pozycja dość unikatowa - rozdziały beletrystyczne przeplatane są z literaturą faktu i to w tych momentach "powieść" błyszczy najbardziej. Bardzo szczegółowa relacja, wprost napakowana detalami, fragmentami rozkazów, tekstów z gazet, plakatów propagandowych wywołują zachwyt i zaciekawienie. Sam opis kompleksu, jego powstawania, budowy a potem funkcjonowania i rozrastania się okazuje się być bowiem znacznie ciekawszy niż obyczajowe scenki z życia wielu kobiet zatrudnionych w kompleksie.

Ich życia nie były nudne - co to to nie. Warunki funkcjonowania w Oak Ridge daleko odbiegają od normalności - ciągłe kontrole, tajniacy, wysoka dyscyplina, itp. mają wielki wpływ na kondycję fizyczną i psychiczną bohaterek. Mimo to, te bohaterki nigdy nie stają się czytelnikowi bliskie - jako osobowości są po prostu mało ciekawe i przeciętne.

Czytelnikowi jest dane śledzić cały proces powstawania Gadżetu (bomby atomowej) od początku aż do zbombardowania Hiroszimy i Nagasaki. Im bliżej sierpnia 1945 roku, tym napięcie wzrasta. A rozdziały, które opisują wydarzenia zaledwie sprzed dni i godzin od zniszczenia japońskich miast trzymają w napięciu jak porządny thriller. Emocje bohaterek udzielają się czytającemu i trudno oderwać się od lektury.

Pewien zgrzyt pojawia się jednak także w tym miejscu. Ciężko czyta się akapity, które mają miejsce tuż po zdetonowaniu pierwszej bomby, bo nie jest łatwo zrozumieć euforii, radości i wszechobecnego zadowolenia związanego z posłaniem do piachu setek tysięcy ludzi. Oczywiście, pracujący w CEW ludzie cieszyli się, że wojna niedługo się skończy, ale przecież od momentu zrzutu ładunków wiedzieli doskonale, co jest efektem ich kilkuletniej pracy. Autorka jednak nie stara się wybielać historii i podaje fakty, takimi, jakimi były. Dlaczego zdecydowano się zbomdardować Japonię, jakie były stanowiska naukowców na ten temat, a nawet opisano eksperymenty na ludziach związane z wstrzykiwaniem polonu niczego nie spodziewającym się tego pacjentom.

Dziewczyny atomowe warto poznać. Nie ze względu na losy samych kobiet uwikłanych w najwieksze przedsięwzięcie przemysłowe w historii II wojny światowej, a właśnie ze względu na historię powstania najgroźniejszej broni, jaka wtedy powstała.

Ocena: 8/10

Plusy:
+
bogata, udokumentowana część historyczna
+ napisana przystępnym językiem, zrozumiała dla laika
+ nie wybiela historii

Minusy:
- "dziewczyny" wcale nie są w tej historii najważniejsze 

środa, 26 marca 2014, zamekblyskawiczny

Polecane wpisy