Blog > Komentarze do wpisu

Przypadek Kai Malinowskiej to dowód na skostniałość rynku wydawniczego

Self publishingImage courtesy of Bill Longshaw, freedigitalphotos.net

I przy okazji kolejny argument za tym, by przejść na self-publishing. W sieci oczywiście pojawiły się głosy zawistnych cebulaków, którzy uważają, że autor to powinien najlepiej pisać za darmo, albo za półdarmo, bo idea jest najważniejsza. Oczywiście na takie głupie gadanie trzeba spuścić zasłonę żenady i milczenia - są to typowe porady ludzi, którzy nie wiedzą nic o czymkolwiek.

Autor musi zarabiać pieniądze, żeby tworzyć. Aż mi jest głupio wykładać takie banały. Jeżeli komuś się wydaje, że Dukaj czy Sapkowski by nadal wydawali, gdyby nie pieniądze, to się grubo mylą. I nie ma w tym podejściu absolutnie nic złego. Błędne jest natomiast podejście autorów, którzy nadal uzależniają swoje być albo nie być od krwiopijców zwanych potocznie wydawcami.

Self-publishing

Wydawanie książek samodzielnie, bez pomocy wyzyskiwaczy to na świecie już dawno nie jest fanaberia. To po prostu trend. I widoczny jest nie tylko w literaturze. Także muzycy, twórcy gier komputerowych (indie deweloperzy) coraz częściej zwracają się ku temu rozwiązaniu. Jest ono na tyle dobre, że wydawca staje się coraz częściej zbędny. Jedyna jego rola sprowadza się do reklamy. W dobie internetu wieści o dobrych pozycjach jednak szybko same się rozchodzą i nie ma potrzeby wydawać pieniędzy na marketing.

Pani Kaja Malinowska powiedziała, że zarobiła 6 800 zł za 16 miesięcy spędzone na pisaniu książki. A dla porównania autorzy inicjatywy BookRage, w ciągu kilku dni od rozpoczęcia kolejnego bundla mają przychód w wysokości ponad 8000 zł i to za sprzedaż niespełna 1000 pakietów.

Wiem, że nie są to sytuacje porównywalne, ale ekipa Book Rage nie korzystała przecież z pomocy żadnych sztucznych tworów zwanych osobami trzecimi. 

Zdecydowanie się na self publishing to nie jest jednak rozwiązanie pozbawione wad. W Polsce rynek ebooków to ciągle twór raczkujący. Self-publishing zarezerwowany tym samym jest dla twórców, których nikt normalnie nie chce wydać - w domyśle twórcy słabi. Na świecie takie myślenie już dawno przestało obowiązywać. Nawet wielu znanych muzyków wydaje swoje nowe albumy własnym nakładem.

Prześledźmy po dwie największe zalty i wady self-publishingu z uwzględnieniem polskich realiów.

Zalety

  • Brak zależności od widzimisię wydawcy - większa wolność tworzenia, nie trzeba pisać pod kątem upodobań smutnych panów w garniturach
  • Znacznie większy udział w zyskach - zależnie od ceny, na Amazon.com można liczyć na ok 70% wpływów z każdego sprzedanego egzemplarza. Taki sam standard przyjęty jest w przypadku gier - 30% dla sklepu, reszta dla autora. W przypadku tradycyjnego publikowania ten odsetek jest znacznie mniejszy. Niestety, w Polsce nie zawsze to tak wygląda. W Virtualo, kiedy ostatni raz sprawdzałem był to podział 50/50, co jednak i tak jest wynikiem znacznie lepszym, niż będąc przypiętym do pijawy. Bardziej odważni mogą się pokusić o całkowite odstąpienie od korzystania z sieci sprzedaży i puścić ebooki z własnej strony internetowej.

Wady

  • Brak reklamy, mniejszy zasięg - marketing szeptany nie zawsze będzie najlepszym wyjściem. W Internecie można znaleźć tysiące książek, nie jest łatwo sprawić, żeby znaleźli akurat Twoją
  • Wysokie koszty druku - wydawanie samych ebooków w Polsce to wielkie ryzyko. Już samo czytelnictwo jest na fatalnym poziomie, a do tego rynek ebooków w Polsce to jakieś 2-3% rynku czytelniczego.

Te wady często sprawiają, że autorzy nawet nie myślą o samodzielnym wydawaniu książek. Nadal wolą się płaszczyć, żebrać a potem rozpaczać, że dostają za swoje książki marne grosze. Ale może i do tego kraju trzeciego świata dotrze jaśniejący kaganek self-publishingu.

czwartek, 13 marca 2014, zamekblyskawiczny

Polecane wpisy

Komentarze
soniamala
2014/03/13 15:41:10
Przy tak małym rynku obie drogi są złe. Self-publishing jest tani, ale czasochłonny i pozbawiony w zasadzie promocji, wydawnictwa zdejmują ten ciężar biorąc za to kasę. Niestety - w końcowym rozrachunku jakiej drogi się nie wybierze wychodzi się słabo. Zarabia garstka najpoczytniejszych.
-
zamekblyskawiczny
2014/03/13 16:15:54
Racja, ale przy self-publishingu znacznie mniejsza sprzedaż daje porównywalne zyski.

Znowu posłużę się tym nieco nietrafionym porównaniem, ale gdyby ekipa Book Rage korzystała z pomocy osób trzecich, to by musieli sprzedać nieporównywalnie więcej pakietów, żeby wychodzić na czysto.

Oczywiście to nie to samo, co sprzedaż własnych książek, ale w branży gier komputerowych twórcy gier niezależnych też nie mają reklamy - muszą się zdać na fanów, bloggerów, itd. I często osiągają ogromny sukces - np. twórcy Terrarii zarobili ponad milion dolarów na swojej grze.

Ale zgadzam się, że na tym najlepiej wychodza geniusze i szczęściarze. Cała reszta ginie w morzu innych pozycji.